niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 5

       Z niechęcią otworzyłam najpierw jedno oko, potem drugie; patrząc na starannie wybielony sufit czekałam na pierwszy tego dnia napad bólu. Czekałam, aż zwinę się w kłębek i tylko resztkami sił zawiadomię rodziców, że nie jestem w stanie iść dzisiaj do szkoły. Czekałam na bolesne skurcze brzucha, tak ogromne, jakie nawiedziły mnie zeszłego ranka. Czekałam i czekałam. Po pięciu minutach dałam sobie spokój, powoli położyłam stopy na gładkich panelach i wstałam.
       Lekki zawrót głowy.
       I tyle.
       Westchnęłam głośno i przeczesałam włosy palcami. Że też samopoczucie musiało poprawić mi się akurat rano. Wczoraj bóle brzucha były na tyle mocne, a środki przeciwbólowe na tyle nieskuteczne, że postanowiłam ominąć pierwszy dzień szkoły. Nie trudno zgadnąć, że wcale mnie ta sytuacja nie zmartwiła. Tym czasem dziś bóle całkowicie odpuściły, zawroty głowy skończyły się tak szybko, jak się zaczęły, a ja byłam całkowicie zdrowa i gotowa na konfrontacje z polskim systemem oświatowym. Po prostu wspaniale.
       "Nie, żebym się bała" - myślałam, wybierając ubrania na dzisiejszy dzień. Nie boję się. Nie boję.
       Poranek okazał się być spokojnym.
       - Napijesz się herbaty, kochanie? - spytała mama, gdy pojawiłam się w progu kuchni.
       - Kawy, najlepiej mocnej - rzekłam - Nie wyspałam się.
       - Znowu? - Tata uniósł wzrok znad gazety. - Córeczko, za bardzo się stresujesz.
       - Mhm - odparłam, smarując kromkę chleba masłem roślinnym.
       - Nie martw się - powiedział Kuba z uśmiechem - Jeśli nie znajdziesz znajomych, będziesz mogła podejść do mnie na przerwie. Zapoznam cię z moimi - dodał i wziął łyk ciepłego kakao.
       - Naprawdę? Spokojnie, nie musisz się tak poświęcać. - Uśmiechnęłam się z lekką ironią.
       O godzinie 7:50 znalazłam się przed gmachem szkoły. Wyglądałam przez okna samochodu, nerwowo przełykając ślinę. Widziałam roześmiane twarze małych dzieci z plecakami na plecach, ściskających się wesoło. Nadal nie wierzyłam, że właśnie tutaj cały następny rok.
       - Iza, bardzo cię proszę, pilnuj Kuby. Żeby nic złego się nie stało - rzekł, zanim zdążyłam otworzyć drzwi samochodu. Mój brat pobiegł już w kierunku głównego wejścia.
       - Tato, to jest szkoła, a nie szpital psychiatryczny - odparłam, chociaż, nie powiem, znalazłam przynajmniej 5 podobieństw pomiędzy tymi miejscami.
       - Wiesz, o czym mówię - rzekł srogo. - No, muszę już jechać, bo się spóźnię. Trzymaj się tam. Dasz sobie radę. - Uśmiechnął się blado, szukając kontaktu w swoim smartfonie.
       - Mhm - odparłam i otworzyłam drzwi samochodu. Nawet na mnie nie spojrzał.
       Stanęłam przed głównym gmachem szkoły. Była naprawdę malutka. Poprawiłam czarną spódniczkę, odetchnęłam głośno i... ruszyłam do boju.


***  

       Dwadzieścia pięć par oczu wpatrzonych we mnie. Jedne spoglądające z zaciekawieniem, inne - z niedowierzaniem. A ja stoję w samym środku tego piekła. Wszystko i wszystkich widzę jak przez mgłę; nawet słowa wychowawczyni docierają do mnie z pewnym opóźnieniem.
       - Dobrze kochanie, możesz usiąść. - Uśmiechnęła się do mnie życzliwie, a następnie kontynuowała swój wywód. - Tak więc Izabela wróciła do Polski po kilku latach nieobecności. Mam nadzieję, że szybko się u nas zaaklimatyzuje, a wy dołożycie wszelkich starań, aby jej w tym pomóc - ciągnęła. Patrzyłam na nią, ignorując ciekawskie spojrzenia kierowane co raz to w moją stronę.
       Miła kobieta. W sumie dobrze, że na nią trafiłam.
       Po lekcji języka polskiego, bo właśnie tego uczy moja nowa wychowawczyni, dostałam plik kartek ze wskazówkami dotyczącymi szkoły, nauczycieli i wszystkiego, co chciałabym wiedzieć, pojawiając się tu po raz pierwszy. Wśród karteczek znalazłam - o matulu - mapkę z planem szkoły. Jakby dało się w niej zgubić!
       - Izabelo, w razie jakichkolwiek problemów i wątpliwości - jestem do twojej dyspozycji - rzekła. Spojrzałam w jej szarobłękitne oczy i odwzajemniłam uśmiech. Nic nie poradzę, był zaraźliwy.
       - Oczywiście, dziękuję bardzo.
       Idąc korytarzem przeglądałam karteczki od wychowawczyni. Jeden z podrozdziałów, których swoją drogą było ponad trzydzieści, dotyczył zajęć pozalekcyjnych.Wśród przeróżnych kół fizycznych, matematycznych i biologicznych, moje oczy wypatrzyły koło teatralne. Coś dla mnie.

"Pan Wojciechowski zaprasza  wszystkich zainteresowanych teatrem do realizowania swoich artystycznych pasji. Szkolne koło teatralne spotyka się we wtorki o godzinie 15:00. "

        W L.A. brałam udział w wielu przedstawieniach teatralnych. Organizowano je głównie w naszej szkole, ale nie tylko. Moim największym osiągnięciem był występ przed ponad 400-osobową widownią. Nigdy nie zapomnę tego uczucia.
        W sumie, czemu nie? Może być ciekawie. Złożyłam plik kartek na pół, włożyłam do czarnej skórzanej torby i ruszyłam korytarzem w poszukiwaniu następnej sali lekcyjnej.


*** 

        Nie jadłam schabowego od lat. Nie to, że wraz z przyjazdem do Stanów zmieniliśmy gust kulinarny, a tradycyjne polskie potrawy zamieniliśmy na hamburgery i frytki. Co to, to nie. Nie lubiłam, nie lubię i będę nie lubić niezdrowej żywności. Moja przeprowadzka do Kalifornii nic w tej kwestii nie zmieniła. Jednak co kraj, to obyczaj - przyznaję, moja rodzina pominęła Polskę w naszej kuchni. Ojczyste potrawy zaczęły pojawiać się coraz rzadziej i rzadziej, aż całkowicie wyparło je amerykańskie jedzenie. Wyjątkiem była Wigilia - nie pamiętam, żeby na naszym stole zabrakło kutii czy karpia. Nawet, jeśli był trudny do zdobycia. Święto to bywało jednak raz do roku, a tradycyjnego schabowego i surówki z kiszonej kapusty nie widziałam już dłuższy czas. Jakże miło było ujrzeć go na talerzu w szkolnej stołówce.
         Panował gwar. Pomieszczenie było niewielkie, a stoły ustawione blisko siebie, przez co byłam w stanie niemal usłyszeć rozmowy uczniów siedzących dookoła. Co pewien czas czułam na sobie czyjeś spojrzenie - na początku odpowiadałam tym samym, a już po kilku sekundach zmieszana twarz odwracała się w innym kierunku. W końcu przestałam się tymi spojrzeniami przejmować. Ot, wielkie święto, do szkoły przyjechała amerykanka, a właściwie nie do końca, bo z pochodzenia przecież Polka. Kiedyś im się znudzi.
         Wzięłam pierwszy kęs schabowego. Zaskakująco dobry. W radiu śpiewać skończyła Rihanna, po chwili stołówkę wypełniło dudnienie komputerowe, jak ja to nazywam, lub dubstep, jak brzmi oficjalna nazwa. Co kto woli. Z westchnieniem wyjęłam z torby iPoda i słuchawki. Już po chwili świat jakby ucichł, zwolnił, wyciszył się. Kojący wpływ muzyki akustycznej. Usiadłam wygodniej na krześle, wzięłam ciepły łyk herbaty z cytryną i wyjrzałam przez okno.
        Jak na razie początek mojej polskiej edukacji wypadł dość neutralnie. Nauczyciele bardzo mili. Chyba bardziej im zależy na tym, żebym zaaklimatyzowała się w nowej klasie, niż mi samej. Klasa wydaje się być w porządku, choć z drugiej strony wygląda na nudną. Nie to, co moja stara klasa w Stanach. Tam ciągle coś się działo. Dziś zamieniłam parę zdań z kilkoma osobami, głównie na temat kolejnych lekcji lub tego, dlaczego wróciłam do Polski. I tyle. Na większości lekcji siedziałam w ławce z dziewczyną o bujnej, jasnobrązowej czuprynie. Włosów, w dodatku kręconych, miała tyle, że niejedna posiadaczka prostych, rzadkich kosmyków mogłaby popaść w kompleksy. Wydawała się być miła. Niestety, zapomniałam, jak ma na imię.
         W klasie nie wyróżnia się zbyt wiele osób. Jest wysoki, na moje oko trochę zbyt potężny chłopak, na którego wszyscy wołają Kimi. Nosi okulary, a ja mogłabym przysiąc, że jego marzeniem jest zostać informatykiem. Jest wesoła, rudowłosa wielbicielka Azji i wszystkiego, co z nią związane. Skąd to wiem? Naklejki na książkach, piórniku, jak i kilka mang wystających z plecaka muszą o czymś świadczyć. I nareszcie, jest też blondynka o błękitnych oczach, wyjątkowo piękna jak na wzorową uczennicę. Dlaczego wzorową? To największa lizuska, jaką kiedykolwiek miałam nieszczęście spotkać.
        Siedziałam na stołówce i myślałam o tym wszystkim. Minęło już 5 lekcji, co oznacza, że zostały mi tylko dwie do upragnionego spotkania kółka teatralnego. Wzięłam ostatni kęs schabowego. W radiu znowu leciał dubstepowy kawałek. 


*** 

       Wybiła 14:30. Szkoła powoli cichła, większość uczniów opuściła już jej mury i rozbiegła się w stronę domów, aby odpocząć po jakże męczącym pierwszym dniu. Na korytarzu została tylko garstka osób czekających na zajęcia dodatkowe. W tym ja.

       Wpatrywałam się w gorący strumień wody, który niczym wodospad spływał do plastikowego kubka. Podczas ostatniej lekcji znów zaczął boleć mnie brzuch, więc postanowiłam zaryzykować konfrontacją ze szkolnymi automatami. Nawet nie wiedziałam, że takowe moja szkoła posiada.
       Herbata zbyt s ł a b a, nuta cytryny zbyt k w a ś n a. I stanowczo za dużo c u k r u. Upiłam jeszcze jeden łyk. Chyba nie będę ich wielbicielką.
       Spojrzałam na zegarek. Już tak późno? Biegiem ruszyłam w poszukiwaniu pana Wojciechowskiego i jego zajęć. Musiałam przemierzyć niemal całą szkołę, a że byłam już spóźniona, przyśpieszyłam kroku. Wreszcie w oddali zauważyłam salę nr 115, do której drzwi właśnie zamykano. Pobiegłam. Do pokonania został mi jeszcze jeden zakręt. Już prawie byłam na miejscu, gdy zza tego zakrętu usłyszałam głośne...
        - Cholera!
       Plastikowy kubek upadł na podłogę. Po zderzeniu zakręciło mi się w głowie, więc oparłam się o ścianę. Chwileczkę, skoro kubek jest pusty... To gdzie ten niedobry wywar a' la herbata z cytryną?
       - Sorry - odparłam nagle z moim idealnie wyuczonym, amerykańskim akcentem. Czasem, kiedy dzieje się coś niespodziewanego zwyczajnie mieszam języki. Moi znajomi z Kalifornii zawsze śmiali się, gdy w ważnych chwilach zaczynałam mamrotać do nich po polsku. No nic. Uniosłam głowę i ujrzałam ofiarę tej jakże gorącej afery. Jego koszula była solidnie ochlapana żółtym napojem. Wyobrażam sobie, ile stopni mogła mieć przed chwilą przygotowana herbata. - To znaczy przepraszam. Nie chciałam.
      - Tak, jasne - odpowiedział wysoki szatyn o sarkastycznym uśmiechu, patrząc na mnie podejrzliwie. Jak gdyby nigdy nic otrzepał zamoczoną koszulę, chociaż niemożliwym było to, żeby wcale nie poczuł jak stuknięta nastolatka wylewa na niego wrzątek. Coś takiego groziło nawet poparzeniem!
       Jednak chłopak tylko z lekkim grymasem na twarzy posłał mi następne, ostatnie spojrzenie, jeszcze bardziej podejrzliwe, niż to poprzednie, i migiem ruszył w kierunku drzwi do sali 115. Poczułam się jak idiotka. A nienawidzę się tak czuć.
       - Słucham? - spytałam, może odrobinę zbyt głośno i nieprzyjemnie.
        Zatrzymał się tuż przed drzwiami i odwrócił w moim kierunku. 
       - To, co słyszałaś. Nie musisz udawać, że jest ci przykro. - Popatrzył na mnie swoimi błękitnymi oczami.
        - Co możesz o mnie wiedzieć? - spytałam ze złością w głosie.
        - Nieważne - odpowiedział uprzejmie, choć chłodno i mocnym pchnięciem otworzył drzwi.
       Poczułam się źle, bardzo źle. Każdy milimetr mojego ciała wiedział, że Zmrok nie jest miejscem dla mnie. Nigdy nie znajdę tutaj bliskich mi ludzi i nigdy nie poczuję się tu jak w domu. Oparłam ręce na parapecie, schyliłam głowę i po raz setny zadałam sobie to samo pytanie.
       Dlaczego musieliśmy wracać?
       Ale nie poddam się. Co to, to nie. Życie trochę zdążyło mnie już nauczyć. Nie jestem z tych, którzy chowają głowę w piasek.
       Podniosłam głowę i dłońmi ułożyłam włosy. Poprawiłam spódniczkę, pociągnęłam usta różową pomadką i z zdecydowanym krokiem ruszyłam w kierunku sali nr 115.

9 komentarzy:

  1. Ciekawy opis, podobała mi się końcówka:D

    emmastory.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. najlepszy jak dotąd rozdział, miło sie czyta!

    Pozdrawiamy
    ♡✿ Twins Life. [KLIK] ✿♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post i super blog!
    Ciekawe opowiadanie :)
    Co powiesz na obs za obs?
    Zapraszam do mnie:

    http://ellane-style.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny rozdział! Koniec najlepszy :)
    http://przyszopceuszatych.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Twój blog jest zaskakująco fajny, przyjemnie się go przegląd ;) Będę zaglądała, życzę dalszych sukcesów i wytrwałości :)

    http://mjrm-madeline.blogspot.com/2015/02/next-lazy-day.html zapraszam serdecznie na mój blog, każdy komentarz i obserwowanie jest odwzajemniane. Proszę o klikanie w banery po prawej stronie bloga, to dla mnie bardzo ważne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie piszesz <3
    www.blog017.blogspot.com ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. pomyslowy blog bardzo mi sie podoba :))

    Zapraszam na moj blog :) Jestem 14 letnia blogerka mieszkajaca w Irlandii http://the-watermelon-club.blogspot.com/ <3

    OdpowiedzUsuń
  8. super :) ♡ paaula-fotografia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Nie publikuję komentarzy typu:
Świetny blog, zapraszam do mnie! abcdefg.blogspot.com
Nie wymieniam się obserwacjami. Za każdy szczery komentarz bardzo dziękuję!