niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 1

       Korony drzew zlewały się w jedną całość. Moim oczom ukazywały się tylko rozmyte kształty i plamy, jakby świat nagle stracił całą swoją wyrazistość. Siedziałam w pędzącym samochodzie i myślałam o tym, że mój prywatny świat tak naprawdę wygląda podobnie - jest przymglony, mętny, niejasny.
       Z rozmyśleń wyrwały mnie głosy rodziców. Uświadomiłam sobie, że piosenka puszczona w słuchawkach najgłośniej, jak tylko się dało, właśnie się skończyła. Specjalnie dźwięk nastawiłam na full, żeby wyrwać się od tego wszystkiego i odpłynąć.
       Chcąc nie chcąc, uszy wychwyciły szczątki rozmowy. Kiedy zrozumiałam, że rodzice dyskutują o mnie, moja ciekawość wzięła górę, a ja przerwałam poszukiwania kolejnej smutnej piosenki w odtwarzaczu mp4. 
       - Szkoda mi jej - szeptała mama.
       - Słyszałem, jak płakała wczoraj w nocy - odparł tata, nie spuszczając wzroku z jezdni.
       - Chodzi o tego chłopaka, Dana - rzekła i westchnęła. - Świeża sprawa, a jednak trochę cierpi. 
       Głośno nabrałam powietrza do ust.
       - Trochę pocierpi i przestanie - ciągnął tata. - Jest młoda, sama jeszcze nie wie, czego chce. Poza tym chłopców będzie miała tu na pęczki.
       Szybko uruchomiłam telefon i włączyłam piosenkę na chybił trafił. Cokolwiek, byle tylko nie zagłębiać się dalej w tę rozmowę.
       Z pewnością nie nazwałabym tego, co łączyło, a w zasadzie cały czas łączy mnie i Dana, "świeżą sprawą". To prawda, spotykaliśmy się zaledwie miesiąc. Cóż to jest dla pary młodych, spragnionych życia nastolatków?
       Dla nas miesiąc ten był spełnieniem marzeń. Wiem, że nie powinnam była tak się angażować. Nic na to nie poradzę. Wpadłam w słodkie bagno zwane miłością dużo szybciej, niż się tego spodziewałam.
       Poznałam go, kiedy trafiłam do High School. Był w starszej klasie, grał w koszykówkę i miał zniewalająco piękny uśmiech. Typowe. Obracał się w dość nieciekawym towarzystwie, ale pomiędzy nim a jego znajomymi gołym okiem widać było kontrast. Był taki inteligentny, wygadany. Od pierwszych dni w nowej szkole zaczęłam zwracać na niego uwagę. Mogłabym dodać jeszcze, że był niewiarygodnie przystojny, jak na kalifornijczyka przystało.
        To prawda, nie był aniołkiem. Ale kto nim tak naprawdę jest? To akurat działało na jego korzyść. Dziewczyny mają słabość do niegrzecznych chłopców, czyż nie?
       Nasze drogi zeszły się szybko - zaczęliśmy rozmawiać, spotykać się. On zabierał mnie na wieczorne spacery brzegiem morza, a ja grałam mu nasze ulubione ballady na pianinie. Po prostu nie mogłam uwierzyć we własne szczęście. Tak to już jest - w naszym życiu zawsze świeci słońce. Czasem po prostu przykrywają je chmury. Dopiero Dan odsłonił chmury na moim niebie, żebym mogła cieszyć się ciepłymi promieniami.
       Po miesiącu naszego związku, w trakcie jednego z nocnych spacerów, musiałam spojrzeć mu w oczy, zapanować nad drżeniem głosu i powiadomić go o tym wszystkim, co ma zamiar dziać się w moim życiu w najbliższym czasie. Chyba nigdy nie zapomnę tej rozmowy.


        Szliśmy właśnie naszą ulubioną plażą. Słońce chyliło się już ku zachodowi, a ptaki rozkosznie fruwały po kolorowym niebie. Fale tamtego dnia były delikatne, prawie niewyczuwalne. Patrzyłam na nie, zastanawiając się, jak ma wyglądać moje nowe życie bez niego.
        - W porządku? - zapytał mnie ze swoim idealnym amerykańskim akcentem i objął w talii.
       - Tak, jasne - odparłam. To było nie do zniesienia. Niewidzialny sztylet wbijał się w moją pierś z każdą następną sekundą rozmowy. - Nie, nie jest w porządku. Nic nie jest w porządku - wyrzuciłam z siebie po chwili.
       Spojrzał na mnie w taki sam sposób, w jaki rodzice patrzą na swoje dziecko, kiedy opowiada ono najróżniejsze historie. Uśmiechnął się, przysunął jeszcze bliżej i rzekł:
       - Opowiedz mi, co się stało.
       Długo się w niego wpatrywałam, szukając odpowiednich słów. W głowie miałam mętlik. Postanowiłam po prostu pocałować go mocno, bardzo mocno. Z doświadczenia wiedziałam, że to najlepsze lekarstwo. Ale nawet ono nie pomogło.
       - Bella, czy coś się stało? - spytał zaniepokojony, gdy oderwaliśmy się od siebie.
       - Nic, po prostu... - zawahałam się, ale słowa popłynęły same. Zaczęłam mówić, bez sensu, bez końca. - Wiesz, jak to jest na rynku pracy. Raz z górki, rak pod górkę. Tata powiedział, że górka, przed którą teraz stoi jego firma jest za wysoka. Nie ma już ratunku, musi ja zamknąć. A skoro zamyka wszystkie zagraniczne oddziały, zostały tylko te polskie...
       - Czekaj, co? - spytał zszokowany. Wcale nie zdziwiłam się, że niewiele zrozumiał z mojego monologu.
       - Wracamy do Polski. Wyjeżdżam za dwa tygodnie. - Tylko tyle byłam w stanie powiedzieć. Położyłam głowę na jego ramieniu i oboje w milczeniu wpatrywaliśmy się w błękitne fale.
       Parę tygodni później pożegnaliśmy się jak należy - on przytulił mnie mocno, a ja, jak na grzeczną dziewczynkę przystało, przez ten cały czas nie uroniłam ani jednej łzy. Gorzej zaczęło być wtedy, kiedy musiałam go puścić. 
       Tak to jest z rozstaniami. Moje niebo natychmiast przesłoniły chmury tak gęste, że nie wiem, czy ktokolwiek kiedykolwiek zdoła je przegonić.


        Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Kuby, który z entuzjazmem wyglądał przez okno. Przynajmniej on cieszył się z naszej przeprowadzki. Uśmiechnęłam się blado i przyciszyłam muzykę w słuchawkach, żeby móc posłuchać jego słodkiej paplaniny.
        Kuba urodził się w Stanach, cztery miesiące po naszym przyjeździe. Całe osiem lat temu. Osiem lat szczęścia i spokoju, osiem lat słońca i kąpieli w oceanie. Mimo wszystko był tak ciekaw swojego ojczystego kraju, że nie potrafił wysiedzieć spokojnie w samochodzie.
       - Patrz, mamo! Jaki duży ptak! - krzyczał uradowany, patrząc w niebo.
       - To bocian - zaśmiała się. - W Polsce są ich tysiące.
       - Nasz dom będzie duży? - zapytał.
       - Jeszcze większy niż w Kalifornii - zapewniła go mama. - Zobaczycie, że będzie nam się tutaj dobrze żyło. - podkreśliła. Byłam pewna, że kieruje te słowa do mnie. 
       - Już nie mogę się doczekać! - ciągnął mój brat. - Będziemy mieli wielki ogród, psa... Iza! Iza, zdejmij słuchawki - powiedział, szturchając mnie łokciem. 
       - Co chcesz?
       - Jakiego chcesz mieć psa? - spytał uradowany.
       - Co? - Nie zrozumiałam.  Rodzice obiecali mu psa? Chyba faktycznie jestem w tyle jeśli chodzi o nasze życie rodzinne. 
       - Pies, cztery nogi i ogon - przypomniał. 
       - Wiem, co to znaczy - warknęłam. - Husky. Tylko i wyłącznie.
       - Nie ma mowy!
       - Kuba, nie kłóć się - upomniała go mama.- Zdąży minąć trochę czasu, zanim kupimy psa. - odparła, a po dłuższej chwili dodała: - Iza?
       O nie, idą kłopoty, pomyślałam. Westchnęłam głośno.
       - Tak?
       - Jak się czujesz? - Zadała jedno z najgłupszych możliwych pytań.
       - Dobrze - odparłam z lekko wyczuwalnym sarkazmem, którego od kilku tygodni nie mogłam się pozbyć. Kochałam rodziców ponad wszystko i z całych sił próbowałam oddzielić ich od rewolucji, które zaczęły się w moim życiu. To nie ich wina, powtarzałam sobie. Nie ich.
       - Nie zawsze życie wygląda tak, jak byśmy chcieli. Ale zobaczysz, prędzej czy później wszystko się jakoś poukłada. - Uśmiechnęła się.
       Nasze spojrzenia się spotkały. Nie wiedziałam, co powinnam odpowiedzieć. Z jej ust płynęła troska i miłość w najczystszej postaci. Miałam jej powiedzieć, że to nieprawda? Że wyjazd zburzył całe moje życie i nic nie jest w stanie tego naprawić?
       - Jasne - odparłam, siląc się na blady uśmiech. - Będzie dobrze - zapewniłam ją.
       - Zmrok za 200 kilometrów - oznajmił tata.
       Wspaniale. W sam raz, żebym zdążyła się przespać. Lot samolotem bardzo mnie zmęczył, mimo wszystko nie zdrzemnęłam się ani na sekundę. Zbyt wiele rzeczy miałam do przemyślenia. Zamknęłam oczy i zaczęłam powoli odpływać w objęciach Morfeusza.
       Zmrok to jedna z najgorszych nazw miejscowości, jakie w życiu słyszałam. Już zawsze będzie kojarzyła mi się ze Zmierzchem, którego szczerze nie cierpię. Z główną bohaterką łączy mnie aż za dużo, zaczynając od imienia, kończąc na podobnym życiorysie. Ona również opuściła swój dom w słonecznym mieście, aby przenieść się do miejsca nudnego, monotonnego i znienawidzonego przez nią z całego serca. Pozostawało mi mieć nadzieję, że w Polsce nie spotkam chłopaka-wampira, którego największym marzeniem będzie wypicie mojej krwi.
       Swoją drogą nie wierzę, że rodzice dali mi na imię Izabela. Angielski odpowiednik tego imienia o wiele bardziej przypadł mi do gustu. Dan zawsze nazywał mnie Bellą, Jego Bellą. Kiedy się żegnaliśmy, powiedział do mnie te słowa:
        - Nie przejmuj się. Dla mnie zawsze będziesz Moją Bellą.
        Zawsze. To takie duże słowo.
        Znam Dana. Wiem, że nigdy o mnie nie zapomni. Że zawsze będziemy dla siebie wiele znaczyli. Pytanie, czy za rok, dwa, trzy, nasza miłość będzie wyglądała tak samo?
        Znałam odpowiedź. Nie chciałam tylko dać jej prawa głosu.

______________________________________________________________________

Pierwszy rozdział opublikowany, uff. Wszystko postawione na jedną kartę. Piszcie, co myślicie. Jak zapowiada się nowa powieść? Już za tydzień dalsza część historii i pamiętajcie - każdy odzew z waszej strony powoduje ogromny uśmiech na mojej twarzy.:) Buziaki ;*

24 komentarze:

  1. Świetne! Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :)
    http://dreamsoutxx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu, zapowiada się świetnie. Gdy czytałam i było Bella, a potem Iza, to zgłupiałam, ale wszystko zostało wyjaśnione. Historia ciekawa, jeszcze takiej nie spotkałam. Jeśli napiszesz następny rozdział, koniecznie mnie poinformuj, żebym nie przegapiła!
    http://milenaabloog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. świetnie piszesz,zapowiada się na serio ciekawie
    podoba mi się, że w końcu znalazłam normalne opowiadanie bez żadnych gangów itp
    gdybyś miała czas,zapraszam do siebie :))
    http://hemmingseight.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten rozdział tak wciąga, że naprawdę się zanurzyłam:) Czekam na kolejny z niecierpliwością!!!
    Pozdrawiam:)
    nellyer.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam czytać takie internetowe opowiadania! <3

    Przy okazji zapraszam do siebie na nieco inny post niż zwykle ;)
    http://byjovita.blogspot.com/2015/01/after-premiere.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie piszesz! Uwielbiam takie opowieści :)

    NOWY POST NA FABRYCE MIĘTY KLIK! :))

    OdpowiedzUsuń
  7. oo daj znać jak będzie następny rozdział! :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne są te opowiadania! <3 Czekam na więcej! *-*
    http://neversayneverbyjulia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Rewelacyjne opowiadania piszesz! :) Czekam na dalsze wątki! :)


    Mój blog ->KLIK

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale super ! świetnie piszesz ! Napisz książkę :D <3 <3

    ZAPRASZAM DO MNIE - kamilakate.blogspot.com

    <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Czekam na więcej! Świetnie piszesz! Rób to dalej!!
    angelika-ka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawe. Czekam na więcej :)
    nataliafbl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny,czekam na ciąg dalszy!;3
    crazy-life-by-angelika.blogspot.com ~ pozdrawiam i zapraszam do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  14. zapowiada się ciekawie:)
    nakrancumarzen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. wreszcie cos co moge poczytać w zaciszu mojego pokoju :)
    w sumie, ja też prowadze bloga w którym głownie piszę, wiec tego typu (Twoja tematyka) jest mi jakby bliska, więc podziwiam i doceniam Twój wkład :)
    w wolnej chwili zapraszam do siebie :) daj znać jak wrażenia :)

    popracuj jeszcze trochę nad opisami emocji, bo dialogi masz już opanowane, to tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Czekam na rozdział 2 :)
    i podziwiam że chce ci się to pisać :O

    http://paulineeeblogger.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Jaki cudny ten pierwszy rozdział :) Pisz dalej, masz talent!
    http://przyszopceuszatych.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo ciekawe! Czekamy na więcej :))
    Pozdrawiamy!
    Blog-KLIK

    OdpowiedzUsuń
  19. Genialne! I baaardzo wciągające :)

    OdpowiedzUsuń

Nie publikuję komentarzy typu:
Świetny blog, zapraszam do mnie! abcdefg.blogspot.com
Nie wymieniam się obserwacjami. Za każdy szczery komentarz bardzo dziękuję!