piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział I (część I)



O jej zaginięciu dowiedziałam się jako pierwsza. Mama Karoliny zadzwoniła do mnie i drżącym głosem zadawała setki pytań. Kiedy ostatni raz z nią rozmawiałam? Czy wiem, gdzie może być? Mało brakowało, a parsknęłabym śmiechem. Było jakoś po północy, a moja przyjaciółka nie wróciła do domu. O co tyle zamieszania? Ciągle coś wymyśla. Pewnie siedzi gdzieś ze swoją nową paczką. Przyznam, że w tamtym momencie poczułam się nawet urażona, że nie wzięła mnie ze sobą. Rzecz jasna zachowałam te drobne uwagi dla siebie, a panią Marię uspokoiłam, powtarzając, że Karolina lada moment pojawi się w domu. Jej mama była naprawdę przerażona. Krótka rozmowa uświadomiła mi, że jest na skraju załamania. Trudno jej się było dziwić. To nie był pierwszy taki wybryk mojej przyjaciółki, a przecież miała wtedy dopiero piętnaście lat.

Rozłączyłam się, a w mojej głowie panował mętlik. Podeszłam do okna i odchyliłam firankę. Moim oczom ukazał się niewysoki budynek ze skośnym dachem. We wszystkich pokojach było zapalone światło. We wszystkich oprócz jednego.
Chyba nic jej się nie stało?
Położyłam się do łóżka, mając poważne wątpliwości, czy uda mi się choć na chwilę zmrużyć oko. O dziwo, sen przyszedł szybko. Najpierw wirowałam gdzieś w czarnej otchłani, oderwana od rzeczywistości. Jakbym pływała w bezkresnym oceanie. Po chwili poziom wody obniżył się trochę i ze wszystkich stron uderzyła mnie jasność tak potworna, że zasłaniałam się rękami. Z czasem stała się szara i to właśnie z tej szarości wyłoniła się Karolina.
Wchodziła do autobusu.  Szybko zrozumiałam, co to za sen. Był to dzień, w którym się poznałyśmy. Od razu zwróciłam na nią uwagę, bo jej twarz wydała mi się obca. W naszym małym miasteczku wszyscy się znali, a tajemnicza blondynka w autobusie mogła oznaczać jedynie nowych sąsiadów. Była niska, jak na dwunastolatkę przystało. Długie włosy miała związane w kucyk, a jej bystre oczy błąkały się wokoło w poszukiwaniu wolnego miejsca. Już miała siadać, ale zainteresowały ją krzyki w dalszej części pojazdu. Ja również spojrzałam w tamtym kierunku.
Ujrzałam kolejną przykrą sytuację z udziałem grupy rozkapryszonych i złośliwych chłopców z szóstej klasy. Tym razem ich ofiarą stała się nieśmiała czwartoklasistka. Miała poważną wadę wzroku, przez co nigdy nie rozstawała się ze swoimi dużymi na pół twarzy okularami. Były one powodem do żartów dla wielu dzieci.
- Hej, mała! Wyleczyli cię już z tej choroby? – krzyknął wysoki brunet, niewątpliwie przywódca ich grupy.
- Co się stało z twoją twarzą?! – wtórował mu blondyn.
Kolejne wybuchy śmiechu rozeszły się po autobusie. Ale chłopcy nie poprzestali na słowach. Ich lider wstał nagle i zrzucił na podłogę książki, które dziewczynka trzymała w rękach. Tego już było za wiele. Po jej twarzy zaczęły spływać pojedyncze łzy.
Nie mogłam na to patrzeć. Biedna. Tyle musiała wycierpieć. Jednak wiedziałam, że nikt nie ruszy się, żeby jej pomóc. Dokoła siedzieli tylko uczniowie szkoły podstawowej, a my nie byliśmy chętni do narażania się na nieprzyjemności. Przyznam, że i ja wtedy stchórzyłam.
Nagle do akcji wkroczyła tajemnicza blondynka. Wyrosła przed grupą złośliwców z naprawdę srogą miną. Oczy wszystkich pasażerów zwróciły się ku niej, lecz dla niej nie miało to większego znaczenia.
- Co wy sobie myślicie?! Kim jesteście, żeby pastwić się nad innymi? Brak wam wyobraźni? – Była śmiertelnie poważna. Jej oczy przypominały błyskawice. Wszyscy otworzyli buzie ze zdziwienia, a ona kontynuowała - Może ktoś was ma tak potraktować, pajace? Jesteście…
- Chwila, chwila! A ty kim jesteś? – przerwał jej brunet.
- Widocznie najodważniejszą osobą w tym autobusie. – Rozejrzała się, a potem dodała - Masz w tej chwili podnieść te książki i przeprosić Anię.
O dziwo żaden z nich już nie krzyczał. Ta dziewczyna miała w sobie coś takiego, co zniechęciło ich do protestów. Najwyższy chłopak schylił się i z posępną miną, grzecznie zbierał porozrzucane podręczniki. Następnie wręczył je oszołomionej dziewczynce i zaczął się wycofywać.
- Nie zapomniałeś o czymś?! – krzyknęła za nim blondynka.
Ten odwrócił się zmieszany.
- Przepraszam – szepnął do Ani.
W autobusie panowała śmiertelna cisza, ale już po chwili przerwały je pojedyncze oklaski. Z czasem dołączały się kolejne, aż w końcu cały pojazd opanowały rytmiczne brawa. Dzieci były zafascynowane nową osóbką, która w tak skuteczny sposób dała nauczkę bandzie złośliwców. Dookoła rozległy się szmery rozmów.
- Kim ona jest?
- Znasz ją?
- Skąd ma tyle odwagi?
A jak zachowała się Karolina? Wcale nie była zmieszana albo zawstydzona. Raczej dumna z siebie. Jej drobna, dziecięca twarz uśmiechała się do wszystkich.
Po chwili szmery ucichły. Dziewczyna postanowiła nie robić zamieszania i grzecznie ruszyła w poszukiwaniu wolnego miejsca. Zatrzymała się przy moim fotelu.
- Wolne? – spytała z lekkim uśmiechem.
- Jasne, siadaj – odpowiedziałam – Jesteś…
- Nowa – przerwała mi wesoło – Mieszkam tutaj od zeszłego tygodnia.
Od razu wprowadziła miłą atmosferę.
- Tak myślałam.  Zrobiłaś niezłe zamieszanie. Gratuluję – rzekłam z uznaniem – Nie bałaś się?
- No co ty! Ich? Prędzej uwierzę w duchy niż przestraszę się tych małolatów. Nie mogę uwierzyć, że nikt nie chciał wstawić się za tą biedną dziewczynką.
- U nas tak już jest, niestety – odpowiedziałam ze smutkiem – Ci chłopcy to…
- Przepraszam, że przeszkadzam – usłyszałam cichy, dziecięcy głos – Chciałam ci tylko podziękować.  Wreszcie ktoś dał im nauczkę. Może przestaną się nade mną pastwić –odparła dziewczynka.
- Oczywiście, że przestaną – zapewniła ją Karolina z uśmiechem i pogładziła małą po włosach.
- Jak ty to zrobiłaś? Nie bałaś się ich? Są starsi – rzekła Ania pełnym uznania głosem.
Nowa koleżanka westchnęła. Spojrzała w stronę niedoszłych bohaterów.
-„Ten, kto nie jest wystarczająco odważny by podjąć ryzyko, niczego w życiu nie osiągnie” – z przekonaniem wymówiła mój ulubiony cytat.
Mała była pod takim wrażeniem, że aż zaniemówiła. Wzięła sobie tę radę głęboko do serca i stała się inną osobą. Nie poznałbyś jej, słowo daję. Po kilku latach została duszą towarzystwa. Duże okulary wymieniła na soczewki, tak jak niepewność i zmieszanie towarzyszące jej co dnia zamieniła na charyzmę. Od tamtej pory żaden złośliwiec nie wtrącił już swoich trzech groszy. A Karolina? Stała się bohaterem i przy okazji moją przyjaciółką.
Do dziś nie wiem, skąd znała imię małej okularnicy.

____________________________________________________________________________________________



Oto pierwsza część pierwszego rozdziału. Tak, wiem, co sobie pomyślicie. Dlaczego tak krótko? Musicie mi wybaczyć, ale postanowiłam każdy rozdział podzielić na pół. Inaczej byłyby bardzo długie, a tak postów będzie więcej. Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazicie.:)
Chciałabym zwrócić waszą uwagę na pewną rzecz. Tę pracę pisałam "z przymusu", a nie, tak jak wcześniej na tym blogu, z przyjemnością. Dlatego nie jestem z niej w 100% zadowolona. Przymrużcie proszę oczy na pewne niedociągnięcia.
Chciałabym jeszcze podziękować za tyle miłych komentarzy. Cieszę się, że moja praca zostanie przeczytana nie tylko przez nauczycielkę i nie będzie bezczynnie leżała w programie Word w komputerze.:) Pozdrawiam was i zapraszam na dalszą część rozdziału już wkrótce! ;*

6 komentarzy:

  1. mi się spodobał :)
    www.allex096.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne opowiadanie, naprawdę! :)
    ZAPRASZAM DO MNIE :*
    http://enough-tobelievee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. fajny blog, miło się czyta ;)) życzę dalszych sukcesów i wytrwałości :) http://magdalenka99.blogspot.com/2014/06/sirens.html nowa notka! zapraszam na mój blog, każdy komentarz i obserwowanie jest odwzajemniane ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba nie muszę mówić jak bardzo spodobał mi się ten rozdział. Jest świetny! Ciekawy, zachęca do czytania, nie pogubiłam się, fajne obrazki i znakomity cytat. Czego chcieć więcej? :D

    OdpowiedzUsuń

Nie publikuję komentarzy typu:
Świetny blog, zapraszam do mnie! abcdefg.blogspot.com
Nie wymieniam się obserwacjami. Za każdy szczery komentarz bardzo dziękuję!