poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział I (część II)


Po przebudzeniu usłyszałam szum deszczu uderzającego o parapet. Uroki jesieni. Odkąd zaczął się listopad, bez przerwy lało. Niechętnie podniosłam się z łóżka i wyjrzałam przez okno.
Całą uliczkę zasłoniła wodna kurtyna. Ciężko było dostrzec, co znajduje się po drugiej stronie. Szarość wypełniła wszystko i wszystkich, a szczególnie mnie.
Gdzieś w środku czułam, że Karolina nie wróciła do domu. Z całych sił chciałam wierzyć, że był to fałszywy alarm, że siedzi teraz w domu, pod ciepłym kocem, jak zwykle nierozważna i nieodpowiedzialna. Coś jednak podpowiadało mi, że tak nie jest. Może zbyt dobrze znałam moją przyjaciółkę, może przekonał mnie drżący głos jej matki… Cokolwiek to było, stałam przed oknem całkowicie pewna, że Karolina nie pojawiła się w domu od czasu wczorajszej feralnej nocy. To, co zobaczyłam, jeszcze bardziej mnie w tym utwierdziło.
Zauważyłam błysk po drugiej stronie ulicy. Obfity deszcz skutecznie utrudniał widoczność, więc wytężyłam wzrok. Policyjny radiowóz właśnie parkował przed domem mojej przyjaciółki. 
Nie potrzebowałam więcej pytań. Nie myśląc o celu mojego działania, ubrałam się błyskawicznie i wybiegłam z pokoju. Nie zapomniałam o płaszczu przeciwdeszczowym i parasolce.
- Dzień dobry! – krzyknęłam, biegnąc w kierunku zamykających się drzwi. Nagle poczułam, że to przywitanie jest wyjątkowo niestosowne.
- Julko, co ty tutaj robisz? – odpowiedziała mi blada jak ściana twarz. Pani Maria miała podkrążone i zaczerwienione oczy. Nie spała w nocy, co gorsza, całą przepłakała. Mówiła tak cicho, że ledwo słyszałam słowa wypowiedziane na tle bijącego o szyby deszczu. Była ogromnie zdziwiona moją obecnością na jej posesji. Przyznam, że trochę mnie to uraziło.
- Przyszłam spytać, co z Karoliną. Wróciła do domu? – zadałam pytanie, na które obie znałyśmy odpowiedź.
Przymknęła drzwi i wyszła na ganek.
- Nie, nie wróciła. Idź do domu, Julko, bo zmokniesz – odpowiedziała szorstko.
- Chciałabym dowiedzieć się…
- Proszę, to nie jest najlepszy czas. Wracaj – rzekła głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Byłam bezradna. Spuściłam głowę i skierowałam się w stronę domu.
- Chwileczkę! – Zatrzymał mnie głos - Jesteś koleżanką zaginionej?
Zza drzwi wyłoniła się wysoka, dobrze zbudowana postać mężczyzny w policyjnym mundurze. Miał tajemniczy wzrok i z ciekowością mi się przyglądał. Coś go gryzło. Nie trudno było domyślić się, że szuka odpowiedzi.
Nie potrafiłam wydusić ani słowa. Za bardzo zszokowało mnie pojęcie, którego użył, mówiąc o Karolinie. Przełknęłam ślinę.
- Tak, proszę pana. Znamy się od lat. I ręczę, że na pewno nic jej się nie stało – zapewniłam, lecz policjant postanowił to zignorować.
- Co możesz mi o niej powiedzieć? – Drążył temat.
Pani Maria głośno westchnęła. Chyba obie pomyślałyśmy o tym samym. Ta rozmowa zaczęła przypominać przesłuchanie.
- To wspaniała dziewczyna. Można na niej polegać. Świetnie pływa, ma talent plastyczny. Przyjaźnimy się od…
- Jak wyglądają jej kontakty z koleżankami? – Przerwał mi kolejny raz. Ani trochę nie był uprzejmy.
- Dobrze. Jest bardzo lubiana – odpowiedziałam z przekonaniem.
- Wiesz, gdzie mogłaby przebywać?
Nie wierzyłam własnym uszom.
- Gdybym wiedziała, już byłabym na miejscu, proszę pana – rzekłam.
- Dość tego – zadecydowała pani Maria – Julko, bądź tak miła i pozwól nam porozmawiać na osobności.
- Bardzo panią proszę, niech pani da mi znać, jeśli cokolwiek się wyjaśni – powiedziałam błagalnym tonem.
Zostawiłam ich i odeszłam. Po chwili usłyszałam trzask zamykanych drzwi. A więc zaginięcie? Tak nazwali tę dziwną sprawę? To chyba jakiś nietrafiony żart. Gdziekolwiek Karolina przebywała, byłam pewna, że jest tam z własnej woli. Może uciekła z domu, może siedzi ze swoimi nowymi znajomymi. Naprawdę nie miałam pojęcia, co tym razem przyszło jej do głowy. Wiedziałam jedno. Niełatwo będzie ją znaleźć.
Wbiegłam do pokoju jak błyskawica. Zdjęłam mokrą kurtkę i z całej siły cisnęłam nią o podłogę. Miałam wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje.
Przecież ktoś musi ją znaleźć?
Czy policja okaże się wystarczająco silna?
Nie. Z całą pewnością nie.
Znałam Karolinę wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że jeśli zamierzała się ukryć, byle policjant jej nie znajdzie.
Najgorsza była bezsilność. To najbardziej dołujące uczucie na świecie. Działając, czujesz się ważny, potrzebny. Robisz wszystko, co w twojej mocy, nieważne, czy ci się udaje. Ale kiedy nie możesz zrobić absolutnie nic…
Bo co może zrobić zwykła, przeciętna piętnastolatka?
Karolina nie zostawiła mi niczego. Żadnych poszlak, żadnych wskazówek. Ostatnio nie dogadywałyśmy się najlepiej, co jeszcze skuteczniej utrudniało sprawę. Pomyślałam, że najwidoczniej brakuje mi intelektu, skoro nie wiem, co strzeliło do głowy mojej przyjaciółce. Skoro nie umiem rozwiązać tej zagadki.
Zagadka.
Odruchowo spojrzałam na stertę książek o Sherlocku Holmesie. Zbierałam je od dawna i nałogowo czytałam. To był dopiero detektyw! Ta postać fascynowała mnie od lat. Była taka nieskazitelna, oryginalna, a przede wszystkim niesamowicie inteligentna. Gdyby ten człowiek istniał, w kilka minut poradziłby sobie z zaginięciem Karoliny.
Westchnęłam głęboko i wzięłam jedną z książek leżących z brzegu. „Studium w szkarłacie” była pierwszą z cyklu, która wpadła w moje ręce. Otworzyłam ją ze zrezygnowaniem i przebiegłam wzrokiem po pierwszym lepszym akapicie.


   „Umysł ludzki przypomina na początku pusty strych, który należy umeblować według własnego uznania. Głupiec pakuje tam każdy napotkany rupieć, tak że wiedza, która może być naprawdę przydatna lub zupełnie zablokowana, lub w najlepszym wypadku pomieszana z inni rzeczami, jest trudna do zdobycia. Zręczny rzemieślnik niezwykle ostrożnie urządza swój strych. Nie zabiera niczego oprócz narzędzi, które przydadzą mu się w pracy, ale gromadzi ich dużo i starannie układa. Błędem byłoby sądzić, że to niewielkie pomieszczenie ma elastyczne ściany i może się dowolnie rozszerzać. Przychodzi czas, kiedy każda nowa porcja wiedzy sprawia, że zapominamy o czymś, co przyswoiliśmy sobie wcześniej. W żadnym wypadku nie można pozwolić, aby zbędna wiedza eliminowała pożyteczne wiadomości.”


 Szkoda, że nie byłam choć w połowie tak spostrzegawcza i inteligentna.

___________________________________________________________________________________________

 Za nami już pierwszy rozdział. Jak wam się podoba? Proszę o szczere opinie! :) Chciałabym zwrócić jeszcze waszą wagę na nowy design, który robiłam przez kilka poprzednich dni. Postanowiłam usunąć archiwum bloga, a na jego miejsce wstawić etykiety z poszczególnymi opowiadaniami, tak, żeby łatwiej było wam trafić do któregoś z nich. Również dajcie znać, czy design przypadł wam do gustu. To by było na tyle. Pozdrawiam i zapraszam już niebawem na kolejny rozdział! :)

4 komentarze:

  1. Design bardzo mi się podoba. I rozdział świetny! I ten cytat... Bardzo dopracowane rozdziały :) Podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest świetny. Teraz Twoje posty podobają mi się bardziej niż poprzednie ;).
    Design jak dla mnie genialny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy będzie kontynuacja opowiadania "Cisza przed burzą"? Baaardzo chciałabym się dowiedzieć co dalej:(
    + Zaginiona trzyma w niepewności, czuję że będzie mega interesująca

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem tak - postanowiłam zakończyć Ciszę przed burzą już jakiś czas temu, razem z odejściem z bloga. Ostatnio myślałam, czy może nie zacząć pisać od nowa... Ale brak mi pomysłów akurat na to opowiadanie :( Także wątpię, czy będzie ono kontynuowane

    OdpowiedzUsuń

Nie publikuję komentarzy typu:
Świetny blog, zapraszam do mnie! abcdefg.blogspot.com
Nie wymieniam się obserwacjami. Za każdy szczery komentarz bardzo dziękuję!