czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział XVII

     - Wstawaj, śpiochu! - usłyszała wesoły głos.
     Powoli otworzyła oczy i ujrzała roześmianego Marcina. Nie miała jednak ochoty na żarty czy rozmowę. Oddałaby wszystko, żeby móc spędzić ten dzień w łóżku. Po prostu się wyłączyć. O dziwo, wcale nie chodziło o Rafała. Miała dosyć własnych problemów.

     - Za 20 minut śniadanie, ruszaj się Karol - ciągnął brat.
     - Powiedz im, że nie dam rady zejść na dół - odparła zachrypniętym głosem.
     Czuła się fatalnie. Ból głowy mieszał się z bólem brzucha, a termometr zapewne wskazałby milion stopni.
     - Nie ma mowy, siostrzyczko. Kazali mi przytaszczyć się siłą, jeśli będziesz stawiała opór - zaśmiał się.
     - Ja nic nie przełknę! - krzyknęła i schowała głowę pod poduszkę.
     - Akurat - skwitował Marcin - Doprowadź się do porządku i zejdź na dół.
     I zniknął za drzwiami. Karla była wściekła.
     Dlaczego tyle się od niej wymaga? To jest ponad jej siły! A tak bardzo chciałaby nakryć się kołdrą i zniknąć. Przeleżeć tak całe ferie. Najpierw Rafał, teraz ta choroba. Dwa tygodnie lenistwa w jednej chwili zamieniły się w horror, w którym ona musi grać główną rolę.
     Powoli zeszła z łóżka i pokuśtykała do łazienki. Cały świat wirował. "Mam doprowadzić się do porządku?" - myślała, patrząc w lustro - "To będzie naprawdę trudne".

     Ledwo zaczęła tę trudną misję, usłyszała znajomy dźwięk. Przyszedł sms.



     "Myślisz, że ci odpiszę? Mylisz się".
     Odłożyła telefon i wyrzuciła zawartość kosmetyczki na podłogę. Koniecznie musi wziąć coś przeciwbólowego. W końcu jakoś musi przetrwać ten dzień, prawda?

***

     Był idealny, zimowy poranek. Temperatura spadła wprawdzie poniżej zera, ale zdradliwe słońce i tak zachęcało ludzi do wyjścia z domu. Szczególnie w górach, gdzie biały śnieg połyskiwał niczym diamenty, a widoki zapierały dech w piersiach.
     Ich nie trzeba było specjalnie prosić. Tuż po śniadaniu, zwarci i gotowi wskoczyli w narciarskie kombinezony i wyruszyli na stok. Tylko jedna osoba z ponurą miną, trzymająca się za brzuch, wyraźnie od nich odstawała.
     - Nie martw się, córciu - pocieszał ją tata - Będziesz śmigała jak szalona. Załatwiłem ci świetnego nauczyciela.
     - Nie potrzebuję wskazówek Marcina co do snowboardu - rzekła z przekorą, wciąż zła, że rodzice wyciągnęli ją z łóżka.
     - Nie mówię o nim - uśmiechnął się zagadkowo.
     Nie ciągnęli jednak tej rozmowy. 
     Kiedy Karla wjeżdżała po wyciągu krzesełkowym czuła, że nie jest z nią najlepiej. Jakby za chwilę miała eksplodować. Wszystko przed jej oczami zrobiło się ciemne i gdyby nie zabezpieczenia - nastolatka z pewnością wypadłaby wprost na śnieg. "Może to przyniosłoby mi ulgę?"
     - Wszystko w porządku? - usłyszała męski głos.
     Dopiero wtedy oprzytomniała. Ledwo widziała jego twarz, ale była pewna, że to nie jej brat. W takim razie gdzie on się podziewa? Powinien jechać razem z nią.
     - Tak - odparła i odwróciła głowę. Wciąż zbierało jej się na wymioty.
     - Na pewno? Wyglądasz...
     - Nic mi nie jest - zapewniła. Co za namolny typ.

***

     - To co, Karla, zaczynasz? - spytał tata.
     Stała na stoku, ubrana w grubą zimową kurtkę, ważąc chyba z tonę, z deską do snowboardu pod pachą. Jak to szło? Ciężar ciała rozkładamy równomiernie na obie stopy, tak? Zresztą, co za różnica. Ten dzień na pewno nie skończy się dla niej najlepiej.
     - No pewnie. Mam nadzieję, że wyprawicie mi piękny pogrzeb! - krzyknęła ze złością.
     - Nie myśl o złym samopoczuciu, po prostu jedź, tak jak kiedyś - doradził jej.
     Nic nie odpowiedziała. Odeszła kawałek, stanęła i rozejrzała się dookoła. "Ładnie tu. Wspaniałe miejsce na złamanie nogi. Raz się żyje!" - pomyślała. Zapięła więc wiązania, ustawiła się tak jak trzeba... I ruszyła.
     Było całkiem miło. Wiatr smagał jej włosy, wystające spod grubej czapki.  Miała problemy z równowagą, ale na początku szło jej całkiem nieźle. Dopiero potem zaczęły się problemy.
     Mniej więcej w połowie drogi uświadomiła sobie, że nie wie, jak zahamować. Zwyczajnie zapomniała! Jej jazda, najpierw spokojna i wolna, zamieniła się w wyścig o życie. A przynajmniej tak jej się wydawało. Na jej twarzy malowało się przerażenie. I co teraz?
     Z każdym metrem szybkość wzrastała. Karla pogodziła się już, że skończy gdzieś w pobliskich krzakach, połamana od góry do dołu. Ale los miał dla niej inną historię.
     Zamiast zjechać w bok, deska niebezpiecznie skręciła w stronę ludzi. Karla próbowała skręcić, ale na próżno. Przecież tego też nie umie. Dlaczego wybrała taki trudny stok?!
     Zanim zdążyła zareagować, wjechała na jakąś wysoką postać. Wszystko działo się tak szybko. W jednej chwili wesoło jeździła na desce, a w drugiej leżała w śniegu. I to nie sama.
     - Cholera! - usłyszała głos.
     - Przepraszam, nic się panu nie stało? - zapytała, blada z przerażenia.
     Zdjęła czapkę, okulary i dopiero wtedy ujrzała na oczy człowieka, który mógł przez nią zginąć. Co więcej, to wcale nie był "pan", jak się do niego zwróciła. Pewnie chodził do liceum.
     - Chyba nic - odparł - A tobie?
     - Nie nie, wszystko OK. Bardzo przepraszam! Nie wiem, co się stało. Deska skręciła, a ja...
     - Na pierwszy zjazd nie wybiera się takiego stoku - skwitował.
     Spojrzała na niego. Miał ciemne, olbrzymie oczy, brązowe włosy. Był ubrany w strój narciarski, zapewne bardzo drogi. Już na pierwszy rzut oka było widać, że to profesjonalista. Gorzej trafić nie mogła.
     - To nie był mój pierwszy zjazd - zaprzeczyła.
     - A który? Drugi? - zaśmiał się.
     - Jeżdżę bardzo dobrze. To był jedyny taki wypadek - odparła ze złością.
     - Akurat - uśmiechnął się.
     Zaczął ją niesamowicie drażnić. Nie przebierała w słowach. W końcu to licealista - przecież może mu nagadać.
     - Daj mi spokój, OK? Przeprosiłam cię. I nie wmawiaj mi, że źle jeżdżę. Sam pewnie nie jesteś lepszy.
     - Radzę ci trochę się poduczyć - wciąż się śmiał - Stanowisz prawdziwe zagrożenie.
     Już chciała się odezwać, ale przybiegł jej tata.
     - Karolina, nic ci nie jest?
     - Wszystko w porządku - odpowiedziała bez entuzjazmu.
     - Oooo, Kamil. Widzę, że już się poznaliście - zwrócił się nagle do "poszkodowanego" chłopaka.
     - Pan Piotr! Miło mi pana widzieć - odparł licealista i uścisnął dłoń z jej ojcem. Był zszokowany. Podobnie jak Karla.
     - Chwila, co tu jest grane? - spytała.
     - Karolina, pamiętasz, jak wspominałem o twoim nauczycielu jazdy? To Kamil, syn mojego kolegi z pracy. Nie myślałem, że poznacie się w takich okolicznościach - rzekł z uśmiechem.
     - Może czegoś cię nauczę - wtrącił chłopak z wrednym uśmiechem - Kilka lekcji naprawdę ci się przyda.

  

12 komentarzy:

  1. Szczerze mówiąc niezbyt podobał mi się ten rozdział, trochę nudny, no ale nie będę wybrzydzać.
    Ciekawe co u Adama i Sary. :) Na miejscu Karoliny dałabym sobie już spokój z Rafałem. Dobrze, że nie odpisała na tego sms'a.
    Czekam na następny rozdział, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie w każdym rozdziale nastolatka będzie z kimś zrywać, całować się albo kłócić :) Jak w prawdziwym życiu- czasem bywa spokojnie.

      Usuń
    2. Ten rozdział był spoko !! ,=P Czekam na kolejne rozdziały.

      Usuń
  2. Jestem ciekawa jak tam u Adama :D
    Lubię takie początki znajomości jak u Kamila i Karoliny :p ciekawe co będzie dalej.
    Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisz więcej :D
    horanek-horanek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja uważam, że ten rozdział był bardzo ciekawy (po cichu mam nadzieję, że może Karla zerwie z Rafałem i zakwitnie coś pomiędzy nią a "licealistą" :>) i czekam na więcej!

    mint-shirt.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Super! Czkam na kolejny rozdział!
    Co powiesz na wspólną obserwację?
    by-julqa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga i przeczytałam ten wpis od deski do deski (ten zwrot wyjątkowo mi tu pasuje ;-)) W tej chwili nie mam czasu, ale na pewno tu wrócę, żeby cofnąć się do poprzednich postów i przeczytać tę historię od początku. Fajnie piszesz ;-)

    A jeśli masz ochotę zapraszam na bardzo fajny konkurs. Można wygrać dowolnie wybraną rzecz ze sklepu rosewholesale. Mają podobny asortyment do choies czy sheinside. Na pewno znajdziesz coś dla siebie ;-)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Uzależniłam się *o* Masz talent, Ci powiem!
    Zapraszam do siebie:

    http://uczucia-sa-wazne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział! Kamil wydaje mi się fajny ale ja tam wolę Adama! Masz wielki talent! ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku, nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! :)
    ♥ blog

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział!
    Zapraszam do mnie ;)
    http://patrycjafashionlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Nie publikuję komentarzy typu:
Świetny blog, zapraszam do mnie! abcdefg.blogspot.com
Nie wymieniam się obserwacjami. Za każdy szczery komentarz bardzo dziękuję!