środa, 29 stycznia 2014

Rozdział V

      To było jak grom z jasnego nieba. Co on sobie wyobraża? Myśli, że ona zainteresuje się tymi pięknymi oczami? Tym zniewalającym uśmiechem? Jego niedoczekanie.
     - Jesteś bezczelny. Nie podobasz mi się, co ci strzeliło do głowy?
     - Naprawdę? Myślałem...
     - To źle myślałeś.
     Zapada cisza. Karolina nie wie, co powiedzieć, a chłopak aż kipi ze śmiechu.
     - Kim ty w ogóle jesteś? Nie przedstawiłeś się nawet.
     - Adam. Ksywa - złodziej - odpowiada i patrzy na nią.
     Udało mu się. Rozśmieszył ją. Ona też na niego spogląda. No tak - ładne imię dla ładnego chłopaka.
     - Dlaczego w ogóle uważałeś, że mi się podobasz?
     Adam patrzy na nią. Jest taka... Wyróżnia się z tłumu. Jakby żyła w swoim własnym świecie. Do tego jest urocza. Chwila, co? "Wypluj to w tej chwili!" - myśli.
     - Trochę znam się na ludziach - odpowiada wymijająco. Uśmiech nie znika z jego twarzy ani na moment.
     - Jesteś zbyt pewny siebie.
     Autobus, o dziwo, zatrzymuje się przed szkołą. Przegadali 10 minut. Karolina bez słowa wstaje i biegnie ku wyjściu. Ma dosyć jego towarzystwa. On kolei patrzy za nią, dopóki nie zniknie mu z oczu. "Ciekawa osoba" - myśli - "Ale strasznie denerwująca".


***

     - Dalej dziewczyny, nie ociągać się! Karolina, poprowadzisz rozgrzewkę.
     Trwała siódma lekcja. Kto wpadł na pomysł, żeby WF był ostatni?
     - Mam moją mp4 - powiedziała dziewczyna o jasnobrązowych włosach, zszokowana faktem, że nikomu nawet o tym nie wspomniała.
     - Słucham? - pyta Sara, w przerwach pomiędzy ćwiczeniami.
     - Jeden chłopak natknął się na nią w autobusie - odpowiada nastolatka, wykonując skrętoskłony, a następnie pajacyki. Sama czuje się jak jeden wielki pajac. Nie znosi WF-u.
     - Jakim cudem znalazł ciebie?
     - Właściwie, to ja go znalazłam - odparła Karolina, a nieśmiały uśmiech pojawił się na jej twarzy. Szybko odsunęła wszystkie myśli, które przyszły jej do głowy.
     - Dosyć tego gadania! Nie jesteście na targu. Gramy w siatkówkę. Marta, Justyna - wybieracie drużyny - odezwała się przemiła pani Lipa.
     Tak na prawdę, jej nazwisko brzmi Lipowska, ale uczniowie wiedzą swoje. A tym bardziej uczennice. Ta kobieta to zmora połowy gimnazjalistek. Ostra, surowa, często bezwzględna. Ale potrafi nauczyć. Chyba taki powinien być nauczyciel? Karolina nie jest do końca przekonana.
    
***

     - Nie znoszę jej.
     - Poważnie Karla? A kto jeździł z nią na zawody lekkoatletyczne? - śmiała się Sara. Dziewczyny właśnie wychodziły z szatni, po bardzo męczących czterdziestu pięciu minutach.
     - To było jeden, jedyny raz! Dobrze, że jest zima. Na razie mam z tym spokój - dobry humor udzielił się również drugiej kumpeli.
     W pierwszej klasie Karolina została wybrana na sztafetę. Do dziś nie wie, co skłoniło Lipę do tak drastycznego kroku. To prawda, biega najlepiej z klasy, ale i tak nie grzeszy talentem sportowym.
     - OK, ja spadam. Życz mi powodzenia.
     - Pa. Złamanego ołówka! - śmieje się Karolina.
     W czwartki po południu Sara ma zajęcia artystyczne. Dziś czeka ją ważny egzamin.
     Karla idzie korytarzem. Nareszcie koniec. Wróci do domu, położy się z kubkiem gorącej herbaty w jednej oraz książką w drugiej ręce. 
     Nagle słyszy czyjś głos. Poznałaby go nawet z drugiego końca szkoły. Rafał mówił cicho, delikatnie, uroczo. Rozmawiał z kimś. Nastolatka wręcz przykleiła się do ściany i nasłuchiwała.
     - Na prawdę mi zależy - mówił.
     - Chcesz powiedzieć, że...
     - Tak. Pójdziesz ze mną na bal?
     - Z przyjemnością.
     Karolina wychyliła się zza rogu. Ujrzała obiekt jej westchnień w objęciach jakiejś dziewczyny. Stali tak dłuższą chwilę. Nie interesowało ją, kto to taki. Szybko ruszyła w przeciwnym kierunku. Jej myśli szalały. Dosłownie. Zaczęła biec. Byleby tylko uciec z tego miejsca. Chwyciła kurtkę, ubrała się w ekspresowym tempie i opuściła budynek szkoły. Poczuła, jak po jej policzku płynie samotna łza. Szybko ją starła. Ale zaraz nadeszła druga, a po niej jeszcze jedna.
     - Karolina?
     Odwróciła się gwałtownie. Ujrzała  zazwyczaj wesołego blondyna, który - o dziwo - pozbył się swojego uśmiechu.
     - Proszę, daj mi spokój.
     - Wszystko w porządku? - Adam zignorował jej prośbę.
     - Nie - odparła i ruszyła do domu.
     Ale on był szybszy. Stanął przed nią i rzekł:
     - Nie dam ci spokoju, dopóki nie powiesz mi, co się stało. Też potrafię być uparty - mówi. Dziewczyna jest w szoku.
     Wracali razem całą drogę. To niesamowite, ale Karolina wszystko mu powiedziała. Wszystko. Skąd wzięły się jej łzy oraz to, kto jest ich powodem. A nawet znacznie więcej. Mówiła jak w transie, jakby znali się od przedszkola. Nie wie, dlaczego to zrobiła, ale tak się stało. On tylko słuchał, czasem potakiwał. Tylko, a może aż.
     W końcu przejął inicjatywę. Nie chciał, żeby Karolina tak się zamartwiała. Mówił bez sensu, byle tylko poprawić jej humor. Wspomniał, że chodzi do trzeciej klasy, a do Wrocławia przeprowadził się w sierpniu. Tutaj zaczął ostatni rok nauki w gimnazjum. "To dlatego go nie kojarzyłam" - pomyślała.
     - Nie wiem, dlaczego ci to wszystko powiedziałam - odparła nastolatka, kiedy zbliżali się do jej domu - Nawet się nie znamy.
     - Jak to nie? Łączy nas twój grat ze słuchawkami - uśmiecha się Adam.
     I znowu to samo. Jednak Karolina wie, że chłopak mówi to wszystko w żartach. Nawet się uśmiechnęła. Dopiął swego.
     - Rano nie znałam twojego imienia - przypomina mu dziewczyna, śmiejąc się.
     - I bardzo dobrze. Nie przepadam za nim.
     - Adam? To piękne imię. Pasuje ci.
     Przez chwilę panuje cisza. Powiedziała o dwa zdania za dużo.
     - Dzięki za wszystko. I przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło. Obarczyłam cię moimi "problemami", o ile w ogóle można to tak nazwać.
     - Żaden problem. Polecam się na przyszłość. Trzymaj się. I przepraszam za mnie - czasem potrafię być na prawdę irytujący - uśmiecha się, tym razem po raz ostatni.
     - To prawda!
     Otworzyła furtkę i ruszyła w kierunku domu. Już miała pociągnąć za klamkę, ale odwróciła się. Zobaczyła wysokiego, szczupłego blondyna, idącego ulicą. Jest na prawdę dziwnym człowiekiem. Zdała sobie sprawę, że spacerowali na mrozie ponad pół godziny. Dlaczego mu to wszystko powiedziała? "Idiotka ze mnie" - pomyślała i zniknęła za drzwiami prowadzącymi do ciepłego, spokojnego domu.

11 komentarzy:

  1. Wspaniałe, wspaniałe, po prostu wspaniałe. Wspaniale piszesz.
    Wiesz co, lubię tego Adama, świetna postać.
    ~Kot

    OdpowiedzUsuń
  2. Nadal jestem zakochana.. <3 pisz dalej ! :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny blog <3
    przypadł mi do gustu, na pewno bd wpadać tu częściej <3
    obserwuję i liczę na to samo :*
    http://wiktoria-victory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedno wielkie WOW! Boże dziewczyno jak ty cudownie piszesz ♥ Jestem pod wrażeniem. Jestem tu pierwszy raz i czuję że muszę przeczytać kolejny rozdział ;) a jak na razie zabieram się za czytanie poprzednich. Dziękuję za umilenie dnia ♥

    Zapraszam do mnie:
    http://maryannfashionn.blogspot.com/
    Buziaki ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. super ;) ja też nie przepadam za wf i mam 4 :DDD

    OdpowiedzUsuń
  6. Skąd bierzesz inspiracje do takich opowiadań?
    Do której klasy chodzisz?
    Jaki książki najbardziej lubisz czytać?

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział, mimo że trochę krótki;). Nie mogę doczekać się jutrzejszego rozdziału :) <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też się nie mogę doczekać :) Jedna tylko mała uwaga: "Naprawdę" o ile się nie mylę, pisze się razem, ale poza tym wszystko jest w porządku, dopytaj się tam o to jeszcze, bo pewności nie mam.
    Ale i tak super <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo polubiłam Adama. Wydaje się być w porządku. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. super blog świetnie opowiadasz wchodzę codziennie i obserwuje mam nadzieje że mój blog ci sie spodoba pomimo że jest zupełnie inny niż twój http://henio-haniaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Nie publikuję komentarzy typu:
Świetny blog, zapraszam do mnie! abcdefg.blogspot.com
Nie wymieniam się obserwacjami. Za każdy szczery komentarz bardzo dziękuję!